Środa, 10 maja 2012 14:07
Jak czytam te niektóre opowieści, to muszę stwierdzić, że naprawdę zazdroszczę takich eskapad. Sam chętnie wybrałbym się do jakiegoś egzotycznego kraju, ale niestety jestem tylko studentem i nie bardzo mnie na to stać. Ale co tam, ja również przeżyłem w swoim życiu kilka fajnych przygód.
I tak kiedyś wyczytałem w Internecie, że jest organizowany sylwester w Barcelonie za bardzo mało pieniądze, oczywiście dojazd do Barcelony był autostopem, ale pomyślałem, że to może być to. Namówiłem więc kumpla, spakowaliśmy plecak i w drogę. Oczywiście najtrudniejszy był wyjazd z Polski, tutejsi ludzie są iezbyt chętni, aby zabierać autostopowiczów, ale co jakiś czas zatrzymywał się jakiś tir i podrzucał nas kilkanaście kilometrów. Całe szczęście nie ma u nas tylu autostrad, więc spokojnie dróżką przy lesie mogliśmy pieszo pokonywać kilometry między jednym zajazdem a drugim. Panie"kucharki" w takich zajazdach są bardzo miłe i zazwyczaj jak mówiliśmy dokąd zmierzamy i dlaczego, chętnie rzucały nam jakąś bułę. oczywiście najlepiej było ugadać się z jakimś kierowcą tira, gdyż oni jeżdzili w najdłuższe trasy, zazwyczaj po jakiejś drodze ekspresowej, później po autostradzie i nie trzeba było sie tłuc po jakichś wioskach i miastach, co bardzo przyspieszało proces przemieszczania się. Tak więc zwidziliśmy przy okazji wiele, pięknych...dróg. Możemy także stworzyć listę przydrożnych zajazdów. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz- Sylwester jest w grudniu, a więc na całej długości jest zimno i ciemno, co niestety jest wielkim mankamentem całej wyprawy. Na szczęście jakoś dało radę, chociaż zdarzyła się taka noć, gdzie musieliśmy dosyć daleko wędrować do najbliższego zajazdu i tam jakoś na siedząco, nie wzbudzając żadnych podejrzeń trochę się kimnąć. Byliśmy już w Hiszpanii, Sylwester miał być w Barcelonie na plaży. Dopiero potem doszło do nas, że kurcze za ciepło to to nie jest, a my w nasze plecaczki wzieliśmy w sumie tylko bieliznę, sweter no i slipki...nawet fajnej koszulki nie mieliśmy a rzeczy, które mieliśmy w plecaku były brudne i dało ich się powtórnie użyć. Dlatego naszym pierwszym celem w Barcelonie była pralnia, tam też mogliśmy trochę odpocząć, spokojnie posiedzieć i poczekać no i oczywiście nastawić się na nocną zabawę. Całe miasto było przygotowywane na wieczorną imprezę, my znaleźliśmy także resztę ekipy, która także porwała się na taki wyczyn. Za drobne pieniądze mieliśmy zorganizowany mały hotelik, który nadawał się tylko do spania, ale co tam. Pierwsze co, to kimneliśmy się trochę, bo cała podróż dała nam w kość... Tymczasem jakiś kret%*%, znaczy nasz kolego zaczął nam walić w drzwi, że dalej, mamy wstawać i darł się w niebogłosy. Myślałem, że jak go dorwę...oczywiście okazało się się, że jest godzina 23.27 a my przespaliśmy częśc zabawy. Co za koszmar. Na szczęście szybko włożyliśmy nasze czyste ubranie i pobiegliśmy na imprezę. Podczas, gdy większość padała już ze zmęczenia, my dopiero zaczęliśmy się bawić...Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mimo, że nie było wymarzonych 30 stopni i tropikalnego klimatu, Sylwester był naprawdę udany. I oto moja największa" egzotyczna"przygoda.